środa, 20 lipca 2011

Trybunał Konstytucyjny o Kodeksie wyborczym


Zaskarżone przez PiS pewne zapisy Ustawy z dnia 5 stycznia 2011r. Kodeks wyborczy (dalej KW) były badane przez Trybunał Konstytucyjny w zakresie ich zgodności z ustawą zasadniczą. Orzeczenie TK z 20 lipca 2011r. rozwiało wątpliwości dotyczące zapisów wprowadzających pewne novum do zasad wyborczych i będzie miało swoje określone skutki dla systemu politycznego.

Trybunał orzekł, że dwudniowe wybory parlamentarne są niezgodne z Konstytucją RP, a to za sprawą zapisu w ustawie zasadniczej mówiącej o zarządzeniu elekcji na dzień wolny od pracy. Sobota takim dniem nie jest (zapis w KW mówił o dniu poprzedzającym dzień wolny), zatem wybory mogą być wyłącznie jednodniowe, a więc bez zmian. Wprowadzenie dwudniowych wyborów mogłoby skutkować zwiększeniem frekwencji wyborczej. Prawdopodobnie do wyborów poszłoby więcej obywateli niezdecydowanych, a ci w swoich preferencjach zwykle wskazywali PO (patrz wyniki wyborów 2007r.). Tym samym o „premii frekwencyjnej” rządzące ugrupowanie może zapomnieć.

Niewątpliwą nowością, na którą już przygotowane są partie głównego nurtu (chociaż nie tylko – casus propozycji Rafała Dutkiewicza o liście samorządowców – prezydentów miast), jest orzeczenie o zgodności z konstytucją JOW-ów (jednomandatowych okręgów wyborczych) do Senatu RP. Konstytucja tego nie precyzuje, zatem wola ustawodawcy (dosłownie – organu uchwalającego ustawę) stanie się faktem. Dotychczasowa ordynacja i uzyskane na jej podstawie wyniki wyborów bezpośrednich wskazywały na dominację w izbie wyższej partii prowadzącej w sondażach. Przewiduję, że po wyborach a.d. 2011 PO w senacie będzie miała jeszcze większą reprezentację kosztem PiS-u[1]. W zasadzie nie spowoduje to większych zmian w stosunku do obecnej kadencji.

Trybunał pochylił się również nad kwestią głosowania przez pełnomocnika lub korespondencyjnego, które to formy uznał za zgodne z ustawą zasadniczą. Podzielił tym samym argumentację ustawodawcy, że ułatwi to akt wyborczy. Głosowanie przez pełnomocnika już się odbywało, nie będzie więc miało wpływu na wyniki elekcji. Z moich obserwacji wynika, że to ilościowo marginalna forma głosowania.

Jednym z kluczowych zagadnień podniesionych w skardze do TK był zakaz publikowania płatnych spotów radiowo – telewizyjnych oraz wykorzystywania billboardów o powierzchni powyżej 2 mkw. Tym samym w praktyce w kampanii wyborczej nic się nie zmieni. Nadal w środkach masowego przekazu zobaczymy wyborcze reklamy a na ulicach wielkie plakaty w znacznych ilościach (słynne w wyborach prezydenckich 2005r. – „za trzecim Tuskiem w prawo”). Kampania wyborcza finansowana (wtórnie po jej rozliczeniu przez komitety wyborcze) z budżetu państwa pozostanie nadal dość droga. Ponadto tego typu „obrazkowe” formy propagandy politycznej trafiają w niewybredne gusta części elektoratu i jako takie mają wpływ na wynik wyborów, szczególnie największych ugrupowań – PO i PiS, przy okazji pozbawiając całkowicie szans ugrupowań pozasejmowych[2]. W tym wypadku wydaje się, że orzeczenie TK jest korzystne dla dwóch partii o największej reprezentacji.

Zakaz publikowania czy umieszczania płatnych reklam (tych najdroższych) wypełnia, w mojej ocenie, pewną ideę socjaldemokratyczną – równości szans – tutaj – szans wyborczych. Wynik kandydata czy partii nie zależy od środków jakimi dysponuje na materiały propagandowe, lecz od jego propozycji programowych. Myślę, że byłby to pozytywny skutek dla jakości polskiej demokracji. Nie powiodła się próba podniesienia poprzeczki debaty politycznej w ten sposób. Kandydaci nadal będą w swojej większości patrzyli na obywateli z plakatów, szczególnie Ci najbardziej rozpoznawalni z wielkich billboardów, zaś telewizja i radio będą przerywały bloki reklamowe płatnymi audycjami wyborczymi.

Podsumowując, oceniam wyrok Trybunału Konstytucyjnego jako zachowanie statusu quo, wielkich niespodzianek w najbliższych wyborach nie będzie. Przynajmniej w zakresie skutków takiego a nie innego prawa wyborczego.


[1] Zarówno PSL jak i SLD nie posiada obecnie senatorów, wyjątkiem może być osoba niezależnego senatora Włodzimierza Cimoszewicza, formalnie członka SLD, lecz nienależącego do KP SLD.
[2] Mam na myśli komitety wyborcze nie otrzymujące subwencji budżetowej (wynik pow. 3% dla partii i 5% dla koalicji).

0 komentarze:

Prześlij komentarz